Leshy - leśny duch ukryty w dębie
5 min czytania

Leshy - leśny duch ukryty w dębie

forestsbehind-the-sceneseditingtechniquespoland

Na ten wyjazd w góry wybrałem deszczowy dzień. Trochę specjalnie, bo taka pogoda zwykle skutecznie ogranicza liczbę ludzi na szlakach. Liczyłem też na miękkie światło, intensywną zieleń i ten rodzaj leśnego klimatu, którego trudno szukać w pełnym słońcu.

Przez pierwsze godziny nie wydarzyło się nic szczególnego. Chodziłem po lesie, zatrzymywałem się przy kolejnych fragmentach ścieżki, próbowałem różnych kadrów, ale żaden z nich nie miał tego jednego elementu, który zatrzymuje wzrok na dłużej.

Leśne otoczenie, w którym powstał kadr Leshy
Leśne otoczenie, w którym powstał kadr Leshy.

Miejsce miało świetny klimat: wilgotna zieleń, ciemniejsze pnie i miękkie światło przebijające się przez korony drzew.

W pewnym momencie zboczyłem ze ścieżki i trafiłem na kilka dębów. Każdy był ciekawy na swój sposób: porośnięty mchem, ciężki, stary, z fakturą kory dobrze podkreśloną przez wilgoć.

Z daleka jedno z drzew wyglądało po prostu jak dobry temat do leśnego kadru. Miało mocną sylwetkę, wygięty pień i gałęzie rozchodzące się w różnych kierunkach, więc przez chwilę fotografowałem je bardziej jako formę niż jako konkretną historię.

Drzewo widziane z większej odległości
Pierwsze podejście było bardziej obserwacją miejsca niż gotowym zdjęciem.

Rozstawiłem statyw i zacząłem szukać ciaśniejszego kadru. Zależało mi na tym, żeby mech, kora i liście tworzyły spójną całość, ale nadal brakowało mi wyraźnego centrum. W RAW-ie scena była już ciekawa, tylko jeszcze dość płaska i chaotyczna. Było dużo zieleni, dużo drobnych gałęzi i sporo elementów walczących o uwagę.

Surowy plik RAW zdjęcia Leshy przed obróbką
Materiał wyjściowy. Kształt był już w kadrze, ale ginął jeszcze w leśnym tle.

Gdy już kończyłem zdjęcia i schowałem statyw, zobaczyłem coś, czego wcześniej nie zauważyłem: kształt przypominający czaszkę albo twarz ukrytą w drzewie.

To był ten moment, w którym zwykły fragment lasu przestał być tylko układem zieleni i kory. Nagle pojawił się motyw. Coś między przypadkowym wzorem natury a postacią, która wyglądała tak, jakby tylko na chwilę pozwoliła się zauważyć.

Właśnie stąd wziął się tytuł "Leshy". W słowiańskich wierzeniach leszy był duchem lasu, opiekunem dzikiej przestrzeni, istotą trochę ludzką, trochę zwierzęcą, trochę roślinną. Nie chciałem robić dosłownej ilustracji mitu, ale ten kształt w drzewie od razu skojarzył mi się z czymś żywym i nie do końca przyjaznym.

Wróciłem więc do kadru. Znowu rozstawiłem statyw i zacząłem szukać ustawienia, w którym ten kształt będzie czytelny, ale nie będzie wyglądał zbyt oczywiście. Zależało mi, żeby odbiorca najpierw zobaczył leśną scenę, a dopiero po chwili zaczął rozpoznawać twarz ukrytą w korze.

Leshy - fotografia fine art, dąb z twarzą ukrytą w korze, Góry Sowie
Finalne zdjęcie "Leshy".

Najtrudniejsze było utrzymanie równowagi. Jeśli kadr był zbyt szeroki, motyw ginął w chaosie gałęzi i liści. Jeśli był zbyt ciasny, robił się zbyt dosłowny i tracił atmosferę miejsca. Ostatecznie najważniejsze było zostawienie wokół drzewa wystarczająco dużo zieleni, żeby zdjęcie nadal oddychało lasem.

W domu zaczęła się druga część pracy. Sam kształt był już w pliku, ale trzeba było go delikatnie wydobyć. Nie chodziło o stworzenie czegoś, czego w scenie nie było. Bardziej o skierowanie uwagi tam, gdzie ja sam zatrzymałem wzrok w terenie.

Zacząłem od korekcji kolorystycznej. Chciałem zachować wilgotną, wiosenną zieleń, ale jednocześnie przesunąć zdjęcie w ciemniejszy, bardziej leśny klimat. Potem pracowałem lokalnie na maskach: trochę więcej światła i kontrastu na mchu, więcej separacji na pniu, mniej rozpraszających detali w tle i delikatne prowadzenie wzroku w stronę głównego motywu.

Maski użyte podczas obróbki zdjęcia Leshy
Większość obróbki polegała na lokalnych maskach, nie na jednej globalnej zmianie całego zdjęcia.

Najwięcej uwagi wymagały małe fragmenty drzewa. Ten pionowy, złamany konar zaczął działać prawie jak róg albo część sylwetki postaci. W surowym pliku był tylko jednym z wielu detali. Po lokalnym wydobyciu stał się jednym z elementów, które budują charakter obrazu.

Zbliżenie na maskę używaną przy detalu konaru
Detal, który w finalnym obrazie pomaga zbudować wrażenie postaci ukrytej w drzewie.

To zdjęcie jest dla mnie dobrym przykładem tego, że krajobraz nie zawsze musi opierać się na szerokim widoku, górskim szczycie albo spektakularnym świetle. Czasem wystarczy mały fragment lasu i moment, w którym mózg zaczyna dopowiadać historię do przypadkowego układu kory, mchu i cieni.

Najciekawsze w takich kadrach jest to, że nie da się ich do końca zaplanować. Można wybrać pogodę, miejsce, porę dnia i sprzęt. Można chodzić po lesie przez kilka godzin. Ale ten jeden kształt trzeba po prostu zauważyć.

I chyba dlatego lubię to zdjęcie. Nie powstało dlatego, że wszystko było wcześniej zaplanowane. Powstało dlatego, że zostałem w lesie trochę dłużej, zboczyłem ze ścieżki i jeszcze raz spojrzałem na drzewo, które chwilę wcześniej prawie minąłem.

Leshy dostępny jako wydruk fine-art.

Czytaj dalej

← Wróć do dziennika